Ulubiona maskotka naszej córki
Frida to lalka mojej córki. Trafiła do nas jako upominek reklamowy dołączony do pościeli, którą zamówili moi teściowie. Nikt nie przypuszczał, że właśnie ta lalka zdobędzie serce naszej córki i stanie się jej wierną towarzyszką przez całe dzieciństwo.
Bez lalki ani kroku
Frida była wszędzie. Towarzyszyła córce u opiekunki i w przedszkolu, na placach zabaw i w podróży. Gdy przyszła szkoła podstawowa i noszenie lalki publicznie stało się trochę niemodnę, Frida zostawała w domu, ale nigdy nie mogło jej zabraknąć w łóżku. Przeżyłyśmy z nią niejedno. Nieraz serce nam zamierało wieczorami, gdy Frida była nieodnalez, i już myślałyśmy o rozwieszaniu ogłoszeń, gdy przychodził ratunkowy telefon od opiekunki. Innym razem znajdowałyśmy ją pod siedzeniem w samochodzie, w rowerowni albo w domku do zabawy. Za każdym razem myślałyśmy: teraz to już koniec, naprawdę jej nie ma, a to byłby prawdziwy kłopot, bo Fridy nie dało się po prostu dokupić.
Frida i Bruno, buldog francuski
Gdy córka miała około trzech lat, siostra sprowadziła do domu buldoga francuskiego o imieniu Bruno. Bruno polubił Fridę od razu i to bardzo, mówiąc wprost, chciał ją pochłonąć. Wyrwał ją z rąk córki i popędził przed siebie, zachwycony, że czworo dorosłych rzuciło się za nim w pościg. Błyskawicznie pojął, że to doskonały sposób na skupienie powszechnej uwagi, i uznał sytuację za wyborną. Scena warta była nagrania: dorośli usiłujący złapać psa i odzyskać Fridę w jak najlepszym stanie, a w tle ryczące z rozpaczy dziecko. Wygrałyśmy. Bruno miał świetną zabawę, Frida kilka śladów zębów, a córka swoją Fridę z powrotem. Oczywiście Bruno przy każdej wizycie próbował powtórzyć ten numer.
Sobowtórka Fridy
Pewnego słonecznego popołudnia przechadzałyśmy się po pchlim targu i po chwili nasza uwagę przykuła mała, rudowłosa lalka. Nie była identyczna: sylwetka i włosy pasowały idealnie, ale miała pomarańczową sukienkę zamiast niebieskiej i inne buciki z materiału. Mimo to była wystarczająco podobna, żeby zostać bliźniaczką. Tego samego dnia zamieszkała u nas. Żyła niestety zawsze trochę w cieniu Fridy, ale obie świetnie się ze sobą ułożyły.
Frida u doktora lalek
Gdy córka była w drugiej klasie, a Frida towarzyszyła nam już od siedmiu lat, nadszedł czas na wizytę u specjalisty. Frida jest lalką uszytą w całości z materiału i po ponad dwóch tysiącach pięciuset dniach i nocach była, jak się po niemiecku mówi, zerliebt, rozkochana na strzępy, co jest najpiękniejszym możliwym stanem, w jakim może się znaleźć towarzysz dzieciństwa. Mieliśmy wielkie szczęście: w naszej miejscowości mieszkała pani, która kolekcjonowała i naprawiała lalki. Odwiedziłyśmy ją razem i przekazałyśmy Fridę w dobre ręce. Pani przywróciła ją do jak najlepszej formy, by mogła towarzyszyć córce przez kolejne lata. Czas nieobecności Fridy spędziłyśmy z jej sobowtórką.
Frida i dojrzewanie
Co tu powiedzieć? Obie wkroczyły teraz w cudowny i niełatwy wiek dorastania, co nie ułatwia życia Fridzie. Gdy przychodzą goście, bywa że musi ukryć się w szufladzie, noclegów na wyjazdach też już nie ma. A jednak pozostaje ogromnie ważna. Widać na niej lata, ale zniknąć zupełnie nie ma prawa. Mam nadzieję, że nigdy nie zniknie, bo każde z nas pamięta swojego wiernego towarzysza i niejedno z nas wie dokładnie, gdzie on teraz jest.
Frida i perełka pamiątkowa
Dzięki Moments znalazłam sposób, by Frida towarzyszyła córce również w dorosłym życiu. Odcięłam kawałek jej niebieskiej sukienki i trochę pomarańczowych włosów i oddałam te fragmenty do wbudowania w perełkę. Moments stworzyło z nich osobistą, niepowtarzalną biżuterię pamiątkową. To wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju cacko córka dostanie ode mnie na uroczystość pełnoletności. To, co kryje w środku, może oczywiście pozostać jej tajemnicą. Wiem jednak, że znalazłam sposób, by Frida nadal była przy niej, zawsze.
